SPOŁECZNOŚĆ

Zamknij
Podstawowe informacje
*
*
Siła hasła
Szczegóły profilu
Upload a profile picture
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Profile społecznościowe

“5 PYTAŃ DO” – PIOTR JANUSZ

Witaj Piotrze. Dziękuję, że zgodziłeś się na wywiad ze mną. My osobiście znamy się od dawna, ale zapewne inni wędkarze parający się karpiowaniem zechcą poznać jakie są Twoje opinie o naszym hobby, jak je postrzegasz i co w nim jest dla Ciebie najważniejsze. Przygotowałem dla Ciebie krótki zestaw pytań i z miłą chęcią przeczytamy Twoje fachowe odpowiedzi, a może i wskazówki czy porady? Zapraszam Cię na chwilę zwierzeń … zaczynamy.

 

  1. Nie jest tajemnicą, że uwielbiasz wyzwania karpiowe, a łowienie na wielkich jeziorach, także zaporowych, w Polsce i za granicami naszego kraju jest dla Ciebie tak ważne. Opowiedz nam, dlaczego to właśnie taki typ zbiorników wybrałeś, która woda zapoczątkowała u Ciebie takie wyprawy i jak technicznie podchodzisz na nich do walki o wielką sztukę.

 

P.J Swoje pierwsze kroki w łowieniu karpi stawiałem na naturalnych jeziorach. Nie było wtedy jeszcze żadnych łowisk komercyjnych, a prawdę mówiąc, żadnych łowisk poza PZW i PGRyb. Moim pierwszym łowiskiem karpiowym było więc naturalne jezioro. Nauczyło mnie ono przede wszystkim cierpliwości i wytrwałości. Już wtedy samo przebywanie na rybach było celem samym w sobie, nie tylko ich łowienie. Złowienie ponad trzydzieści lat temu karpia było o wiele trudniejsze niż dzisiaj, a to z racji sprzętu, którego w tamtych czasach, można napisać, że nie było wcale. Całe tygodnie spędzone bez brania lub z leszczami, rozwinęły u mnie niebywałą cierpliwość. Z tamtych czasów pozostało mi przekonanie, że aby karp przyniósł satysfakcję, bez względu na jego wielkość, musi być wypracowany i wyczekany. Na dużych zbiornikach karpie zachowują się nieprzewidywalne i tylko doświadczenie i cierpliwość może zbliżyć nas do upragnionej ryby. To pozwala mi spokojnie i bez ciśnienia podchodzić do każdej dużej wody. Może dlatego najbardziej cenię ryby z takich zbiorników, ponieważ wymagają nieporównywalnie więcej umiejętności i czasu. Nie jest tu oczywiście bez znaczenia, że miałem przyjemność w swoim życiu mieć czas na taki rodzaj karpiarstwa, gdzie nie bez znaczenia jest moja bardzo wyrozumiała żona. To wszytko powoduje, że zawsze ciągnie mnie do dużych zbiorników i mam do nich wielki sentyment. Są one takim wyzwanie jak góry dla himalaistów, zawsze chcę sprawdzić się i spróbować sił na coraz większym akwenie. Wielkie i duże zbiorniki wymagają od karpiarza maksimum wiedzy, umiejętności i doświadczenia. Nie tolerują łatwizny i chodzenia na skróty. Testują też nasz sprzęt i jego jakość bez kompromisów. Duże zbiorniki to systematyczność, analiza i odpowiedni dobór przynęt. Wszystko do łowienia musi być niezawodne i sprawdzone. Nie ma tu większego znaczenia czy jest to zbiornik w Polsce czy we Francji, choć są oczywiście takie różnice jak ilość roślinności czy głębokość. Wszystkie one wymagają bardzo dobrej przynęty o odpowiednio większej średnicy, z racji tego, aby wyeliminować przyłowy i przepływane bez sensu kilometry. Solidne haki, plecionki, niezawodne wędki i kołowrotki pozwolą nam na skuteczną walkę z rybą. Najtrudniejsze jednak na takim zbiorniku jest obranie odpowiedniej strategii, co niestety wymaga pływania, sondowania, wyboru miejsca, a tego nie da się tak łatwo opisać przy tak wielu zmiennych. Tu pomaga tylko doświadczenie, którego nabywa się przez lata właśnie na takich zbiornikach.

 

  1. Aktualnie jesteś świeżo po ekstremalnych zawodach na ekstremalnej wodzie, jaką jest węgierski Balaton. Znając Ciebie wiem, że zjawisz się tam za rok ponownie, jako zawodnik reprezentujący nasz kraj. Może zechcesz nam opisać swoje wrażenia z tej imprezy, jak ją oceniasz organizacyjnie oraz … może to zabrzmi dziwnie … czy ustrzegłeś się błędów? Powiedz nam również czy jest to dla Ciebie woda z dużym wyzwaniem i spędziłbyś tam swój urlop łowiąc typowo prywatnie.

 

P.J J Balaton, jak to powiedziałem do kolegów z drużyny Carponline, po pierwszym pływaniu i sondowaniu, to taka Nekielka razy 100 000. Ekstremalna to jest tam tylko jego wielkość i warunki, co przy jego ogromie nie powinno nikogo dziwić lub zaskoczyć. Płytki, długi na 100 kilometrów i szeroki na 15 czy 20 Balaton, to jedno z łatwiejszych łowisk, na którym miałem przyjemność łowić. Niestety, przy tej wielkości, każdy powinien być przygotowany na to, co go czeka, czyli wiatry szkwałowe tworzące potężne fale wyrzucające pontony na brzeg. Ekstremalność Balatonu nie jest w związku z tym niczym innym niż tym, co spotkamy na podobnych wielkich zbiornikach. Ma jednak coś, co go wyróżnia: miliony karpi. IBCC to po prostu masakra wydolnościowa. Nieprzespane noce, nieprzespane dni, non stop wywózki, walka z wiatrem i ze zmęczeniem. Ale ja to kocham, ten pot, krew i ból, wiec, jeżeli otrzymam propozycję ponownego startu, zrobię to bez wahania. Organizacja tej imprezy miała oczywiście pewne niedociągnięcia. Ze swojej strony nie mogę jednak nic szczególnego jej zarzucić. Organizatorzy bardzo się starali, wybierając starannie stanowiska. Mogą tylko pozazdrościć tego polscy organizatorzy zawodów, ponieważ mieliśmy na trzy drużyny jednego sędziego, do dyspozycji 24/24 godziny. Przechodząc do moich spostrzeżeń dotyczących naszego startu, mogę tylko napisać, że z tego miejsca, w którym łowiliśmy, zrobiliśmy maksimum tego, co można było zrobić. Świadczyć może o tym to, że sąsiedzi łowiący bezpośrednio przy nas, czyli 40 i 80 metrów od nas, dosłownie z tej samej polany, a tak naprawdę z tego samego placu zabaw, ponieważ trzy stanowiska były zlokalizowane na jednym małym placu zabaw, złowili po 50 i 60 kg. Przy naszych 400 kg obrazuje to dobitnie, kto odpowiednio dobrał strategię. Mieliśmy zupełnie chyba tylko pięć karpi nie do wagi, przy czym brakowało mi do pięciu kilogramów zaledwie 100 lub 200 gram, nie rozumiem zatem niektórych uczestników tych zawodów, którzy opowiadali o złowionych stu karpiach poniżej wymaganego limitu pięciu kilo. To były porażki i podstawowe błędy, których my się ustrzegliśmy. Z czystym sumieniem mogę więc napisać, że zrobiliśmy z naszej strony wszystko, a że w ostatnią noc wiatr zabrał nam ryby, nic nie poradzimy – taki sport. Czy pojechałbym tam prywatnie? Nie. Znam dużo trudniejszych zbiorników z ogromnymi karpiami, a nie tylko z ich niezliczoną ilością.
 

  1. Jako znana osobistość miałeś kiedyś chęć na odważny projekt, jakim było zgrupowanie karpiarzy w jedną, ogromną organizację, która była by alternatywą dla naszego hobby? To PFWK, której byłeś pierwszym prezesem. Ja osobiście wiem jak powstała, ale czy Ty z perspektywy czasu zmieniłbyś coś w jej pierwszych założeniach? Tak z historycznej perspektywy powiedz jak powinna być ukierunkowana? Czy może drugi raz do tej samej rzeki nie wszedłbyś ponownie? Opowiedz o historii sprzed lat, a dzisiejszy dzień zostawmy w spokoju.

 

P.J PFWK to takie dziecko specjalnej troski. Wszyscy go chcieli, ale jak się urodziło to mieli do niego mieszane uczucia. Praca społeczna jest u nas w Polsce czymś nienormalnym i każdy w niej podejrzewa prywatne interesy. Początki były bardzo trudne. Nie tylko dlatego, że część środowiska dostrzegła w PFWK konkurencję, ale też dlatego, że nie chcieli zmian. Czy można to było zrobić lepiej? Moim zdaniem w tamtym czasie i okolicznościach nie. Jak na projekt pozbawiony jakichkolwiek funduszy zewnętrznych przeżył i rozwija się coraz lepiej?
 

  1. O takich jak Ty mówi się Stara Wyga – chciałbym jednak wiedzieć, a zapewne ciekawi to także innych, czy miałeś na swojej karpiowej drodze chwile zwątpienia? Czy to hobby naprawdę pochłania Cię bez reszty? Jeśli taki okres był w Twojej karierze, opowiedz jak sobie z tym poradziłeś, bo przecież nadal, jak widzimy, nie odpuszczasz karpiom.

 

P.J Mam wiele zainteresowań, świetnie jeżdżę na nartach, dobrze pływam na windsurfingu, lubię piesze wędrówki po górach, uwielbiam fizykę nuklearną i jestem miłośnikiem zagadnień z zakresu powstawania kosmosu. Nie mam jednak na to czasu, ponieważ zawsze, bez przerwy i bez reszty pochłania mnie od zawsze tylko łowienie karpi.

 

  1. Byłeś nie raz, a aktualnie jesteś, współpracownikiem jednej z angielskich, markowych firm karpiowych. Wiem, że Nutrabaits to górna półka produktów dla karpiarzy i że to właśnie słynna Trigga Ice uratowała niejednemu skórę na zawodach. Jest jasne, że skoro Piotr Janusz i Nutrabaits to jest to poważny związek praktyki nad wodą i wysokiej jakości przynęt. Powiedz mi jednak, dlaczego Ty i Trigga? I jeszcze jedno – wymień 3 polskie firmy, których produktów użyłbyś jako alternatywa w łowieniu. Nie musisz uzasadniać – Twoja opinia wystarczy, jako ranking.

 

P.J Tak, to prawda. Miałem w swojej karierze karpiowej kilka firm, z którymi się związałem. Nie był to jednak cel sam w sobie, lecz dążenie do współpracy w realizacji wspólnych celów. Mogę to napisać i wielu kolegów to rozumie, że karpiarstwo, jakie reprezentuję, jest wyjątkowo drogim hobby. Setki dni na rybach i setki kilogramów przynęt niestety kosztują. Do tego dochodzą też zawody w kraju i za granicą, więc wsparcie jest tu wskazane lub nawet konieczne, aby nie zastanawiać się ile kosztuje wrzucana do wody garść kulek. Każdy sport na wysokim poziomie jest kosztowny, dlatego mogę powiedzieć, że miałem to szczęście nigdy nie narzekać na brak sponsorów. Może dlatego, że staram się być uczciwy w tym co robię i z tego też jestem znany. Przechodząc do tematu Nutrabaits, mogę napisać tylko tyle, że od zawsze używałem ich produktów do produkcji kulek. Dzisiaj młodzi karpiarze lub dopiero wchodzący w ten sport ludzie, nie kojarzą lub nie znają ogólnie tej marki, która kiedyś była wyznacznikiem jakości i skuteczności. Dlatego jestem członkiem oficjalnego teamu Nutrabaits, aby jako wieloletni użytkownik ich produktów, przybliżyć i promować tę markę nie tylko w Polsce, ale również w całej Europie. Życzę każdemu karpiarzowi, aby dzięki swoim wynikom i latom spędzonym nad wodą, został zauważony i zaproszony do teamu renomowanej firmy. To może być takie miłe docenienie wyników i nobilitacja, ale nie może być celem samym w sobie, gdyż wtedy zapomnimy o tym, co najważniejsze, czyli czerpaniu przyjemności z łowienia karpi. Chciałbym napisać, że w rankingu moich najskuteczniejszych kulek jest Nutrabaits, lecz jeszcze tego nie mogę zrobić, bo bym skłamał. Jeszcze nie złowiłem na nie karpia, ponieważ jeszcze nie próbowałem z braku czasu. Mam nadzieje to zmienić i za jakiś czas będę mógł się na temat tych przynęt wypowiedzieć. W poprzednich latach niezaprzeczalnym numerem jeden był dla mnie Starbaits i jego Hot Demon i RS1. Kolejne pozycje to Imperial Baits Carptrack Monster Liver i nieśmiertelny Source od Dynamit Baits.

Poza tym krótkim wywiadem zadam Ci jeszcze jedno ważne, a może i ciekawe pytanie. Dla wielu osób słowo tester kojarzy się z różnymi aspektami karpiowania. Jedni się tego określenia wstydzą i unikają, inni są z niego dumni. Piotr, – kto to jest według Ciebie tester w naszej branży?

TESTER TO

Moim zadaniem testuje się coś, co jeszcze nie jest do końca sprawdzone. W naszym sporcie można testować różne rozwiązania w sposobie łowienia, czy sprawdzają się w takich czy innych okolicznościach. Można też testować przynęty, ale rozumiem to tak, że czyni się to przed wprowadzeniem ich na rynek, w tajemnicy sprawdzając jak pracują i jak są skuteczne. Po wypuszczeniu ich do sprzedaży testują je już wszyscy, którzy je nabyli, czyli wszyscy są ich testerami. Dlatego tester jest dla mnie mało wiarygodny, ponieważ jeżeli coś testuje powinien robić to w tajemnicy i wnosić swoje uwagi do procesu produkcyjnego, mając realny wpływ na produkt finalny. W przeważającej części mamy zatem u nas do czynienia z potwierdzaniem skuteczności dostępnych przynęt i osoby zaangażowane już w ramach marketingu i reklamy danego produktu można po prostu nazywać członkami teamów, twarzami marki czy promotorami marki. Mam do tego jednak stosunek ambiwalentny i jeżeli ktoś nazywa siebie testerem, jego sprawa – niech testuje dalej.


 

Dziękuję Ci Piotrze za poświęcony czas i precyzyjne odpowiedzi. Zapewne ktoś, kto przeczyta naszą rozmowę weźmie sobie do serca Twoje wskazówki, bo przecież można Cię śmiało naśladować i wyciągać poprawne wnioski, aby łowić jak Ty i dążyć do własnych sukcesów. Tych dużych i małych.

 

Dzięki i pozdrawiam serdecznie PJ

 

Wywiad przeprowadził KRZYSZTOF “KRON” JAROS