SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

BYŁO, ALE NIE MINĘŁO

Tytuł tego opowiadania nie jest przypadkowy, bo choć sezon dla naszej dwójki już się skończył to czekają nas kolejne i kolejne i ……….  W każdym razie mamy taką nadzieję, bo czasy, jakich się doczekaliśmy okazują się strasznie niepewne .

Dzisiaj chcielibyśmy z Szymonem zaprosić Was na kilka z naszych zasiadek, chociaż słowo “kilka” nasze Żony definiują inaczej. Cóż, pojęcie “kilka” w opinii każdej żony rośnie do rangi dramatu i wyolbrzymiania a przecież nie chodzi o te 20 w tą czy w tą. [red]

 Rok 2020 zaczęliśmy od wody, która zawsze nas przerażała swą wielkością, a na samą myśl o zasiadce na niej wyskakiwała na rękach gęsia skórka, a po plecach przechodził zimny dreszcz . 


No ale ile można się opierać, musieliśmy podnieść tę rękawicę i stawić czoła tej przepotężnej wodzie. Pierwszy raz pojechaliśmy w ostatni weekend lutego. Teraz już wiemy, że był to błąd. 

Jakaś dziwna siła ciągnęła nas nad to jezioro no i te głosy w głowie. Każdy z nas je ma- czyż nie ? Bo jeśli nie wyjazd na ryby to sprzęt itd. Zderzenie z rzeczywistością okazało się dość bolesne. Nigdy nie pomyślelibyśmy, że średniej siły wiatr na 300 hektarach powierzchni wody może wyrywać namioty z rąk i skutecznie utrudniać ich rozbicie a fala, która bije całą noc w brzeg skutecznie utrudniać zasypianie. 

Na szczęście zawsze przy sobie wozimy odrobinę syropku na sen a ten miał jeszcze jedną zaletę – byliśmy pewni, że nie zamarzniemy. Kilka pierwszych wyjazdów to była typowa partyzantka-covidowa: zero ognisk, czołówki na podczerwień, żeby tylko nie wypatrzył nas żaden patrol policji przejeżdżający wiaduktem. Bo pomimo iż było wolno to człowiek nigdy nie wiedział czy aby na pewno. 

Tak minęło kilka nocek bez kontaktu z rybą, jedynym plusem była pogoda, która poprawiała się z każdym tygodniem. Czas gonił nie ubłaganie. Wiedzieliśmy, że powoli musimy wracać na swoją starą wodę. Na szczęście pod koniec kwietnia udało się nam wydłubać jedną rybkę. Frycowe zapłacone. Za rok wracamy bogatsi o doświadczenie, które zdobyliśmy.

 Nastał kwiecień, wróciliśmy na stare śmieci. Tu było już dużo prościej , przecież spędziliśmy tu kilka ładnych lat. Z wyjazdu na wyjazd udawało się zmoczyć podbierak i kołyskę, tak to były piękne chwile. 

Uśmiech często gościł na naszych twarzach,  a co za tym idzie humor też dopisywał . Jak zawsze nie brakowało odwiedzin starych znajomych i dyskusji do późna w nocy przy ognisku.

Miłym zaskoczeniem były odwiedziny Kornela, za które bardzo mu dziękujemy i zapraszamy ponownie, może kolejny raz z wędkami? Tak mijały kolejne dni a za nimi tygodnie.

 Nie ubłaganie zbliżał się termin wyjazdu na Puchar Carp Passion , który miał odbyć się na jeziorze Wygonin. Na pewno było to dla nas duże wyzwanie. Szmat drogi do przejechania no i ten sprzęt, który trzeba spakować tak aby zmieścił się w jednym aucie. Kolejnym naszym dylematem była kwestia opisu wody przez znajomych, którzy tam byli. Rodziło się pytanie; czy nam się spodoba? Czy będzie to tak przepiękna woda jak ją opisują ? Czy przypadkiem przyjeżdżając nie będziemy w stanie dostrzec całego tego piękna? Jednak zanim przyszło nam wydać jakakolwiek opinię co do piękna tej wody , czekała nas jeszcze ceremonia rozpoczęcia zawodów. Była to też okazja do spotkania z przyjaciółmi, kolegami, znajomymi.

 Po losowaniu przyszedł czas na dojazd do swoich stanowisk. Kilka metrów droga polną i ostry skręt w las i od tego czasu, mimo że droga prowadziła z górki, nam wydawało się wręcz odwrotnie. 

Trzeba było się trochę napocić, żeby dojechać na swoje stanowisko bez zbędnych uszkodzeń auta. Ale widok, jaki nas zastał na swojej miejscówce zapierał dech w piersiach . 

Dookoła szumiący las, śpiewające ptaki, czysta woda a na przeciwległym brzegu wznosząca się wysoko skarpa porośnięta lasem. Widzimy ekipy, które znoszą swój sprzęt z góry prawie biegiem, po czym wracają na górę niczym alpiniści już dużo wolniej. Brawo panowie to musiało kosztować dużo sił. Przed nami kawał wody, którą trzeba jakoś ogarnąć, gdzie tu szukać ryb?

Zawody wypadły nam całkiem dobrze, ale w tyle głowy kolatała się przez cały czas ich trwania myśl, ze to nie bedzie nasz finisz. Nasze przeczucia okazały się dosyć trafne, może po prostu zabrakło trochę szczęścia. 

Jedno jest pewne, jeżeli ktoś dysponuje czasem i chciałby spędzić czas nad przepiękną wodą to to jest to miejsce .

 Wszystko, co dobre szybko się kończy, czas wracać na stare śmieci. Do końca sezonu już bez fajerwerków, widocznie tak miało być.  Gdy będzie nam dane obudzić się pięknego wczesnowiosennego dnia przecież będzie kolejny sezon i kolejny

…..CDN Scenariusz napisało życie te parę słów i kilka zdjęć skromni my……… 

Karol&Szymon.
ACTeam