SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

„Czasami nawet najlepszy plan bierze w …..”

Zasiadka planowana przez naszą trójkę jeszcze w poprzednim sezonie. Dla mnie to kolejne podejście do tej przepięknej kaszubskiej wody, dla moich kompanów debiut. Po wspólnych rozmowach decydujemy się na otwarcie sezonu właśnie tu na Krążnie termin zasiadki (tuż przed majówką ) ma decydujący wpływ na rezerwację naszych stanowisk. Decydujemy sie na stanowiska 11/12/13 co daje nam dostęp do płytkiej zatoki, w której bardzo często nasi milusińscy lubią łapać pierwsze promienie wiosennego słońca. Mamy też dostęp do głębszych miejsc i spadów, na których wiemy z poczynionego wywiadu lubią brać karpie.

Czekanie na termin pierwszego wyjazdu w sezonie rekompensujemy sobie drobnymi zakupami karpiarskiego asortymentu i dyskusjami kto co przygotuje i od czego zacznie. Wszelkie palny biorą w łeb w dniu wyjazdu, bo matka natura ma inne plany na ten dzień. Wieje bardzo silny porywisty wiatr, który stwarza niebezpieczeństwo dla naszych obozów a dodatkowo kierunek powoduje wywiewanie wody z naszej zatoki. Zestawy lądują w wodzie na przysłowiową „pałę” z podpiętą pva, bo o sondowaniu, markerowaniu i nęceniu z wody możemy tylko pomarzyć. Czekamy do wieczora z rozbiciem namiotów a praktycznie o zmroku koledzy wypływają pontonem, aby wywieźć zestawy.

created by dji camera

Pierwsza noc bez brań na naszym brzegu, po drugiej stronie wody kilka ryb. Można się było tego spodziewać nie ma siły , ryby musiały się przesunąć. Pozostaje nam czekać na zmianę pogody, postanawiamy też pokombinować z taktyką . Spławy na środku wody pobudzają wyobraźnię ruszamy z zigiem, ale nie daje to oczekiwanych efektów. Na kolejną noc nastrajamy się bardzo pozytywnie, bo spławy przesuwaj się wyraźnie w naszą stronę.

Zasiadamy do którego grilla, którego królem niezmiennie jest Bartek, serwowane szaszłyki ,udźce ,kiełbaski okraszane marynowanymi i Świerzymi warzywami oraz odrobiną wybornych alkoholi przerwane zostają niemrawym braniem na moich zestawach.” Teleportacja” do wędek zacięcie i hol powodują szybsze bicie serca . Finałem jest około 8 kilowy pełnołuski.

Przybita piona z kumplami daje mi spokój duszy, że nareszcie udało się odczarować tą piękną wodę.
Reszta nocy, jak i kolejna bez konkretnych brań pojedyncze pociągnięcia nie skutkują holami. Na innych stanowiskach bez szału pojedyncze brania jeszcze mniej ryb. Koledzy niestety zapłacili frycowe na nowej dla siebie wodzie , ale już deklarują powrót na kolejną zasiadkę . Morał z tego prosty – czasami najlepszy plan idzie w ….

Z karpiowym pozdrowieniem ACTeam
Bartosz Wiśniewski, Paweł Opanowicz,  Adam Chetkowski