SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

Jesienne K.O.

Budzi mnie lekko siąpiący deszcz, którego krople uderzają z charakterystycznym, delikatnym dźwiękiem. Każde chuchnięcie powoduje powstanie delikatnej pary, jest naprawdę chłodno. Sięgam po zapaliczkę, odpalam  butlę z gazem i wstawiam wodę na kawę. Wychylam głowę z namiotu i dostrzegam tą surowość. Jest tak mocna, że można odnaleźć w niej najprawdziwsze piękno.

Jesień to pora roku, którą bardzo lubię.  Po pierwsze możemy statystycznie częściej liczyć na złapanie naprawdę dużej ryby, a nad brzegami wód możemy spotkać dużo mniej wędkarzy. Woda stopniowo się ochładza, co w pewnych okresach może prowadzić do intensywnych żerowań karpi. Wiadomą sprawą jest to, że nie jest to aż tak intensywne jak wiosną, ale będąc nad wodą w odpowiednim miejscu i o odpowiednim czasie jesteśmy w stanie złowić naprawdę przepięknego karpia . Z moich obserwacji wynika, że najlepiej na jesienne zasiadki wybierać w miarę jak najgłębsze zbiorniki. Głównym wyjaśnieniem jest powolniejsze schładzanie się wody. Uwierzcie, że nawet kilka stopni może robić niebywałą różnicę. Ja tą jesień spędzałem na zasadzie szybkich nocek z powodu braku czasu na dłuższe wypady. Mimo to idzie ten krótki czas wykorzystać bardzo efektywnie. Wszystko oczywiście leży w naszym przygotowaniu i determinacji. Woda, w której próbowałem swoich sił tej jesieni bardzo mnie zaskoczyła. Przez większą część sezonu w miarę przewidywałem ruchy i migracje karpi, a od września było to znacznie trudniejsze. Kilka strzałów w jedną nockę przemieniło się w pojedyncze brania. Każdy zbiornik cechuj się swoim charakterem, stąd też może zachowanie pływających w nim karpi. Ja jednak nie poddawałem się i cały czas systematycznie próbowałem dobrać się do ryb, na które polowałem przez cały sezon. Cześć z nich udało mi się złapać, ale truskawki na torcie nadal brakuję, co nie zmienia faktu, iż ten sezon był bardzo udany. Jeśli chodzi o ilość i łączną wagę złowionych ryb to na pewno rekordowy. Wracając do wspomnianej jesieni to jedna zasiadka zdecydowanie zapadanie mi w pamięci na bardzo długo. Z uczelni dostałem wiadomość o godzinach dziekańskich, co łączyło się z brakiem zajęć jakie miałem odbyć w czwartek. Inna myśl niż ta, że tą noc spędzę nad wodą nie mogła przejść mi przez głowę. Szybki telefon do zarządcy wody  i okazuję się, że cały zbiornik jest wolny od łowiących. Postanowiłem nie rezerwować stanowiska przez telefon, a po prostu obejść zbiornik i wtedy podjąć decyzję o tym, na którym stanowisku spróbuje swoich sił. Lokalizacja ryb była dla mnie podstawowym zadaniem. Jest to po prostu klucz, bez którego nie doczekamy się brania.

Zaszywam się w swoim śpiworze z nadzieją, że tej nocy się uda. Będzie mi dane skosztować nutki adrenaliny pomieszanej z dozą mroźnego powietrza. Tik, tak, tik, tak… Oprócz mojego oddechu słyszę tylko tykający zegar na mej ręce i myślę, że jeszcze nikt nie wpadł na genialny sposób zatrzymania go i możliwości trwania beztrosko w urywku chwili.

foto2
foto 3

O tej porze roku bardzo trudno dostrzec jakiekolwiek oznaki bytowania karpi, jeśli już je zobaczymy to albo wcześnie rano lub tuż przed zmrokiem. Często bywa i tak, że widujemy je po nieudanej nocy w zupełnie innej część zbiornika. To główny powód tego by stać się jak najbardziej mobilnym i patrzeć na to co zabieramy na nasze wyprawy. Ja staram się być zawsze gotowy na taką ewentualność i zabieram tylko to co jest mi potrzebne, bez zbędnego balastu, który może mnie ograniczyć w przeprowadzce. Tamtym razem obyło się jednak bez niej. Mimo, iż nie zauważyłem konkretnych rzeczy, które mogły by mi pomóc to ewidentnie podziałał mój karpiowy nos. Miejscówka, którą w tym roku z reguły omijałem szerokim łukiem bardzo mnie przyciągnęła i powiedziała…. TU SĄ KARPIE ! …. A tak na poważnie to wybrałem akurat to miejsce ze względu na duże zróżnicowanie dna w jego obszarze. Poprzednie zasiadki zdecydowanie dały mi znać, że karpie mogą być dosłownie wszędzie. Komfort trzech wędzisk pozwolił mi na rozstrzał zestawów w totalnie inne miejscówki. Co do nęcenia to…. Możecie o tym przeczytać niemal wszędzie, nawet patrząc po wszystkich moich znajomych mogę stwierdzić, że w zimnej wodzie, każdy ogranicza podawaną przez siebie zanętę do minimum. Dokładnie tak samo robię ja . Produkty jakie używam… tez doskonale wiecie, przyjeżdżam nad wodę i nigdy nie zastanawiam się nad ich skutecznością. Bez wahania wyjmuję z opakowania i posyłam w moje miejscówki. Warto mieć taki problem z głowy, gdy inni zastanawiają się co wybrać, ja już stawiam zestawy.

Kucam przy kijach trzymając w ręku i popijając kawę. Noc była bardzo spokojna, a ja palcem delikatnie zdejmuję wodę, która w przepiękny sposób zgromadziła się na żyłce.  Bóbr daje o sobie znać, on też wyczuwa, że zima nadchodzi, a zegara biologicznego nie oszukał jeszcze nikt…. Delektuję się chwilą.

Trzy różne miejsca, wszędzie takie samo podejście i wiara, że ta noc będzie nieprzespana. Czułem, że coś się wydarzy, sądzę, że wielu z Was tak ma. Gdy już się ściemniło, a na zegarze wybiła godzina 20 ryk mojego sygnalizatora uprzedziło drganie szczytówki, które przypomniało mi moje rzeczne czasy, gdy z rana pojawiałem się nad rzeką i właśnie na takie coś czekałem.  Wyrwanie z amoku, podbiegam do kija i delikatnie go podnoszę. Już dawno wyleczyłem się z gwałtownych zacięć, które wydają mi się delikatnie mówią niestosowne. Można by powiedzieć, że branie było totalnie dziwne, jednak te duże ryby już często tak mają. Biorą niesłychanie delikatnie i często niepostrzeżenie. Wyobraźcie sobie Was samych na pomoście widzących w blasku czołówki przepięknego lustrzenia 10 metrów od podbieraka…. Jego każde odbicie, tchnienie, by w końcu wylądował u Was na macie. Tak było właśnie tym razem. Położyłem na macie swojego starego kolegę, a historia naszej znajomości sięga czasów dość dawnych. Osoby śledzące mój karpiowy profil na facebooku mogą wiedzieć o jaką rybę chodzi. Oj trochę Ci się przybrało kolego od ostatniego razu, co bardzo mnie cieszy. Aklimatyzację w nowym zbiorku przeszedł pomyślnie, co daje mu bardzo dobry zarys na przyszłość. Spotkamy się jeszcze głęboko w to wierzę, bo do tej magicznej cyferki zabrakło Ci bardzo niewiele, ale może tak miało być. Na pewno nie odmówię Ci jednego, twarda z ciebie sztuka.

foto 5
fotka 4

Próbuję chłonąć każdą cząstkę tego co mnie otacza. Wiem, że niedługo będę musiał się z tym rozstać i znowu wrócić tam gdzie życie toczy się inaczej. Wrócę tam, z myślą kolejnego powrotu. To nie przygoda na chwilę, tylko na całe życie. Zarzucić zestawy i czekać na co przyniesie nam los, często ślepy, który może przynieść gorycz porażki, lub słodycz zwycięstwa.

W zasadzie to ten wypad zapamiętam najbardziej ze względu właśnie na spotkania z tą rybą. Sami wiecie, że gdy w danym dniu wydarzy się coś dla Was najjaśniejszego to przykrywa ciemnością inne ,także miłe wspomnienia. Dlatego staram się zapisywać sobie złowione ryby, by później spokojnie na chłodnym umyślę móc wszystko podsumować. Udało mi się jeszcze z rana złowić, także przepięknego lustrzenia, o wspaniałych kolorach. Patrząc w zeszyt, widzę, że branie nastąpiło z tego samego miejsca co poprzednia ryba. Teraz już wiecie dlaczego wszystko zapisuję. W zasadzie nie tylko ja, tą metodę wcieliłem w życie, gdy nie mogłem przypomnieć sobie pewnych rzeczy z zasiadek. Często w porywie chwili nie dostrzegamy też pewnych schematów. Gdy patrzę na zeszyt z zapiskami w domu zdarza się, że dochodzę do wysnuwania wniosków, które pomagają mi w złowieniu kolejnych karpi. Nie wiem w zasadzie jak zakończyć ten artykuł, jak to wszystko podsumować. Ja przeżyłem naprawdę miłą niespodziankę tamtej pamiętnej nocy, która potwierdza, że warto udać się nad wodę nawet na chwilę. Ta chwila może być bezcenna. Jeśli nawet nie złowimy upragnionej ryby, to możemy dowiedzieć się nowych rzeczy o naszych zbiornikach. Nie mówią już o tym, że dla nas karpiarzy jest to najlepszy sposób spędzania wolnego czasu.

Wyłączam sygnalizator, odczepiam hanger zawieszony na mojej żyłce, zamykam wolnym bieg w mojej betoniarce i podrywam zestaw z dna, muszę zrobić to niebywale szybko bo nie utonął w gąszczu zalegającego zielska. Tak oto kończy się moja kolejna przygoda….

ADRIAN ZGÓRSKI