SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

,,Jezioro obfitości”


Ubiegły weekend po raz kolejny przeniósł nas do naszego „magicznego miejsca”, którego odkrywanie w doborowym towarzystwie smakuje wyśmienicie.
jeszcze nie ochłonęliśmy z poprzedniego szybkiego “azjatyckiego” wyjazdu a tu kolejna przygoda.

W piątek po pracy zakupy, pakowanie auta pod dach i lecimy. Nad wodę mamy około 35 kilometrów więc dość szybko przyjeżdżamy nad to piękne i urokliwe jezioro…
Lejący się żar z nieba nie napawał optymizmem. Targowaliśmy się podczas drogi w zakresie czarnych scenariuszy, stwierdzając, że szanse na powodzenie tej zasiadki są znikome.

Tak więc przychodzi czas który karpiarz nad wodą lubi „najbardziej” szczególnie w takich warunkach. – „rozkładamy ekwipunek” . Idzie mozolnie, ale po godzinie mamy wszystko przygotowane i pozostają tylko najważniejsze decyzje.

Przypony i „haczykowe menu”

Każdy z nas zakłada swoją kombinacje i zestawy lądują w wytypowanych miejscówkach.
Po ciężkiej pracy zasługujemy aby wrzucić coś na ząb… grill, rozmowa przy ognisku i w międzyczasie drobny pi pi pi co daje nadzieje, na poranny kontakt z rybą.
Zapadła cisza, zakłócona jazgotem sygnalizatora o godzinie 4:40. Tata wybiega do wędki, żyłka z kołowrotka wychodzi tak szybko, że sygnalizator nie nadąża… po 15 minutach jest pierwsza rybka, delikatnie świta, czyli jeszcze najlepsze przed nami.


Mówię do taty „ciekawe, kiedy moja zła passa minie i przekroczę barierę 6 kg z tej wody???

Chyba to sobie wyczarowałem, dziwnie wyglądaliśmy sparaliżowani kolejnym odjazdem, który zaskoczył nas stojących przy wędkach.
Czuję silny opór, bez zastanowienia wchodzę do wody, ryba jest dużo większa, trzeba dać sobie więcej możliwości manewru we wodzie. To, co wydarzyło się chwile później włożymy do zakładki w pamięci w kategorię” Piękne wspomnienia”.

Podczas mojej walki z rybą u taty jest kolejne branie. Ryba już na samym starcie wybiera bardzo dużo żyłki – to świadczy o jej rozmiarach. Przyjaciel po około 20 minutach podbiera moją rybę i już pokazał się uśmiech na twarzy, ponieważ rybka jest całkiem przyzwoita. Szybkie pakowanie ryby do „slipa” i delektujemy się zmaganiami kilka metrów obok. Mozolnie metr po metrze. Ryby w tej wodzie są silne, nie znają haka i zawsze walczą o przetrwanie. Po trudach i wysiłku ryba znajduje się w podbieraku, jest większa niż moja. Wielka radość z samego rana, ponieważ nikt nie spodziewał się takiej pobudka tu kolejne natomiast po 20 minutach branie u Edwina. Swinger spadł i czuć mocny opór, lecz ryba radzi sobie z hakiem i wygrywa… cóż czasami tak bywa. Mimo wszystko mamy 3 Muszkieterów do Fotografii.

Przez cały dzień cisza… nam w wysokiej temperaturze nie pozostało nic innego niż tylko wejście do wody i odpoczywać.
Zapada zmierzch i czas na wywiezienie zestawów. Drobne pi pi i znowu nadzieja, że z rana coś się wydarzy, lecz noc przespana w ciszy i spokoju.
Świt nie przynosi efektów i wynik po drugiej dobie zostaje bez zmian. Tak kończy się kolejna przygoda na tej cudownej wodzie. Wracam tam ponownie już niedługo w oczekiwaniu na największe konie tej wody.
Krótko podsumowując woda jest magiczna, która skrywa ryby, o których nawet nie marzyłem. Klimat i atmosfera… bezcenne.
Do zobaczenia wkrótce!

#ACTeam Jacek Koput C&R