SPOŁECZNOŚĆ

Zamknij
Podstawowe informacje
*
*
Siła hasła
Szczegóły profilu
Upload a profile picture
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Profile społecznościowe

One tu zawsze były …….

Ten temat to jeden z tych, o których mówi się w naszych kręgach, że jest TABU. Dyżurny jak wiele innych, który nad wodą słychać najczęściej. Rozmówcy nierzadko prezentują swoją porażającą wiedzę, co najczęściej budzi zdziwienie a niekiedy nawet szok. To porażenie i szokowanie traktujcie z przymrożeniem oka, bo najczęściej są to zwykłe spekulacje, które z prawdą albo stanem faktycznym danych sytuacji mają niewiele wspólnego. Mimo to są przypadki autentyczne, o których było głośno a dziś takie sprawy pozostają zamiecione pod dywan a o tych, które się dzieją nadal mówi się niewiele. Mowa o łowiskach i o ważnym czynniku, jakim są w nich ryby.  Stwierdzić mogę jednoznacznie, że wiedza, jaką posiadają ludzie w takich kwestiach jak, skąd, ile i za ile oparta jest w 90% na spekulacjach, domysłach i tym, o czym ktoś krzyczał a nagle przestał. Przekazywana jest w postaci plotek, w czym jak żadna inna nacja wędkarska jesteśmy mistrzami. Dlaczego ten procent jest tak wysoki? Odpowiadam – kilka lat temu na południu Polski powstało bardzo atrakcyjne łowisko. Jak na warunki terenowe – ogromne.  Łowisko przyjazne karpiarzowi z odpowiednim zapleczem gospodarczym. Pewnie już wiecie, jakie chodzi. O nim to, o tej wodzie usłyszałem ciekawe wątki, z których najlepszy był ten – skąd on tyle dużej ryby tu ma. To stwierdzenie pozostawię już bez komentarza – potwierdzenie głupoty pełne. Gdyby, choć w minimalnym stopniu pokusić się o zapoznanie z wiadomościami o wodzie to jasnym było by SKĄD. To łowisko akurat jest „czyste” w rybostanie. Z innym nie było już tak miło. Głośna akcja po zdobyciu grubej ryby odbiła się szerokim echem na Śląsku. Naprawdę mało brakło do wszelkich akcji w stronę właścicieli i samego akwenu. Dlaczego jej nie było? Odpowiedzi niech udzielą ci, którzy krzyczeli najgłośniej a dziś tam łowią. Pomijając to jednak warto zauważyć, że właściciele stworzyli ekstremalne łowisko, dbają o nie i wypada tylko pogratulować tak dobrej opieki nad tą wodą. Wyznawanie zasady karpiowej brzmiącej … lepiej niech żyje tam niż ma nie żyć w ogóle … odpowiada wielu klientom i to ich sprawa gdzie spędzają swój wyjazd.

Powstanie łowiska karpiowego to nie jest bardzo prosta sprawa. Jeżeli powstaje albo na jego poczet adaptuje się istniejące jezioro czy staw to wiadomym jest, że w tej wodzie albo jakieś ryby są albo trzeba je tam dostarczyć. Właściciele wody mający minimalną ilość oleju w głowie wiedzą, że w pierwszej kolejności pod uwagę brać trzeba kondycję ryb, jakie chce się wpuścić do łowiska oraz zakup zgodny z prawem i z legalnego źródła. Kiedy taki zakup poparty jest odpowiednim świadectwem, gwarancją  jakości i rachunkiem to wszystko jest w porządku. Nikt nie może nic nikomu zarzucić, ale …. i tak mimo to powstanie mit, że nie wszystko musi mieć przebieg jak byśmy my klienci chcieli. W sieci już nie raz widzieliśmy akcje z pozyskaniem ryby w dziwny sposób, niekiedy dokumentowane zdjęciami. I jak szybko się pojawiają tak szybko gasną.

Wracając jednak do logiki i uczciwości to łowisko, które się tworzy zgodnie z prawem i panującymi zasadami obroni się samo a właściciel nikomu nie będzie musiał się tłumaczyć. Zresztą, po co. Jak funkcjonuje później i wygląda czy jaki ma cennik, to powinno nas najmniej interesować. To jest czyjaś własność i należy ją szanować jakby się było jej współwłaścicielem przez kilka dni. Chcesz tam łowić to płać albo szukaj tańszej alternatywy. Ale ….. teraz ta gorsza część – SKĄD ONE TU SĄ. To jakby odrębna część tego tekstu a dotyczy bezpośrednio nas – karpiarzy.

Nie jest tajemnicą, że na Śląsku, Małopolsce, Wielkopolsce czy na Pomorzu były sytuacje, o których wspominam wcześniej. Kiedy jest coś nie tak, widzimy jakiś „nielegal” to niejeden zarzeka się, że nie pojedzie tam czy na inną wodę, aby płacić i łowić. Ma prawo. Właścicielowi jednak taka decyzja -powiem brzydko – zwisa. Jeden czy dwóch czy nawet kilku niezadowolonych klientów nie zuboży mu portfela. Mało tego – nagłośniona sprawa w pewien sposób tworzy reklamę łowiska.

(foto przypadkowe –  lokalizacja Uroczysko Karpiowe)

Do sytuacji ze sprzedażą dzikiej ryby na komercyjne łowisko nie rzadko doprowadzamy sami. Argumenty tłumaczące patologiczne zachowania w stylu – sprzedał, bo on jest biedny, bo ma trudną sytuację, bo potrzebował na leki a drugi kupił, bo musiał czymś łowisko wyróżnić i zareklamować to dla mnie ŻADNE ARGUMENTY. Mimo takich sytuacji dziwnie szybko takim ludziom się wybacza, bo wywodzą się z naszej grupy i kiedyś byli z nami. Wybacza się, bo to było raz. Wybacza się, bo to było w niewiedzy.

NIE!!! – Takich rzeczy się nie wybacza. NIGDY. Takie rzeczy powinno się opisywać jak najczęściej, przypominać i nagłaśniać. I nie jest tu żadnym argumentem mówienie, że lepiej niech ta ryba żyje na komercji niż by ją mieli zjeść. Mówię tutaj – NIE – w pierwszej kolejności obowiązuje regulamin potem nasza etyka. Jeśli ktoś o tym nie pamięta powinien się liczyć z konsekwencjami. Ale on nie musi o tym myśleć, bo czas jest najlepszym lekarstwem i sprawa ucichnie. Jeśli lepiej ma być tak, aby ryba żyła na komercji niż w dzikiej wodzie to może bonus dla wszystkich, którzy ją wcześniej już złowili na zupełnie bezpłatne łowienie w jego łowisku? Powinien się cieszyć, że ma pełne obłożenie a nic za to nie chce. Może tak zrobi? Albo jak nie tak to może jakieś bonusy np., kto złowi moją nową rybę przez 2 lata łowi za free i 5-ciu jego kumpli również? A może nap wadę prosto w oczy – zabrałeś ZŁODZIEJU naszą rybę, to my ją chcemy teraz u Ciebie łowić za darmo!!!

 

Na patologię powinno reagować się natychmiast. Nie powinniśmy mieć pretensji do tych, którzy pozyskują ryby legalnie, niejednokrotnie to dokumentują i prowadzą łowisko jak należy tylko walczyć z pseudo właścicielami, którzy zamiast dbać o swoją wodę jak należy tylko węszą jak i kiedy zasilić łowisko w rybę, której nie złowi już nikt prócz tych, którzy za to płacą. Dla mnie jest to czyste złodziejstwo. Robiąc dobrą minę do złej gry pamiętajmy nadal, kto kiedy okazał się być zwykłym szmaciarzem, ale pamiętajmy też, aby czasem nie skrzywdzić tych, którzy prowadzą swój biznes zgodnie z zasadami i prawem.

 

Krzysztof (KRON) Jaros