SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

Potwory rodzą się same

Roztacza się nade mną czarny scenariusz.

W tym środowisku nigdy zgoda nie zapanuje. Zawsze było, jest i będzie tak, że jeden drugiemu nogę podłoży, jeden na drugiego wilkiem będzie patrzył. Można to określić bardziej lub mniej lubianą czynnością seksualną, ale i tak wiadomo, o co chodzi. Wydawać by się mogło, że patrząc z boku na każdego nowego biznesmena, który na różnej maści targach promuje swoje produkty, a także na stare wygi, że ten świat jest naprawdę miły, piękny i kolorowy. Błędne postrzeganie. Nie jest.

Wielu z nich znałem i znam do dzisiaj. Mogę śmiało powiedzieć, że na normalność, na dzień dzisiejszy cierpi już bardzo mała grupa osób, bardzo niewielu ludzi. Kiedyś byli naprawdę fajnymi i lubianymi specjalistami. Dla wielu z nas takimi pozostają nadal, choć wiele razy widać i słychać, że to już nie ten sam Xavier czy Protazy. Byli fantastyczni na zawodach, na zasiadkach czy nawet w pubach. Byli.
Realnie nad wodą kiedyś wyglądało to tak, że mogłeś swobodnie zasiąść z wybranym kamratem i spokojnie przegadać całą noc przy szklance szkockiej. Uwielbiało się te kilka dni nad wodą w tonie głębokiego hobby. Są rzeczy, które już nie wrócą, ale ja za nimi nie tęsknię. Mnie smuci widok kogoś, kogo szanowałem, a dzisiaj stał się zbieraczem marek, który szuka wyłączności w biznesie i kombinuje jakby tu kogoś up…ć.

Ma do tego prawo, bo przecież w biznesie nie ma sentymentów. To prawda, ale czy mimo tego nie są w stanie zachować, choć kawałka przyzwoitości i przypomnieć sobie, że ich dzisiejszy klient to stary, dobry znajomy znad wody? Są, ale liczenie mamony i kupowanie sobie prestiżu w oczach innych jest ważniejsze.
Proszę, aby to, co piszę nie zostało źle odebrane, bo to są wyłącznie moje spostrzeżenia. Miałem styczność z osobami, których dzisiejszy język sięga dna a poklepywanie konkurentów i robienie sobie z nimi selfie to czysta wizualna hipokryzja. Tak po prawdzie jeden drugiemu szpilę w bok chce wbić i tylko szuka na to sposobu. Nie potrafią tak jak Anglicy czy Francuzi bratać się i wspólnie rozmawiać.
Jak wspomniałem, sentymentów w biznesie nie ma. To prawda.

Prawdą jest także to, że szukanie haka na konkurenta lub totalne utrudnianie funkcjonowania innym nie przystoi zawodowcom. Jesteśmy klientami – to fakt, ale my także mamy prawo patrzeć na nich z tą samą pogardą, co oni na nas. Budowanie sukcesu na plecach naiwnego konsumenta, który nie raz wciągany jest w niebezpieczne gry handlowców, odbijają się w eterze. Traci się w naszych oczach szacunek do was, traci się zrozumienie i dobre słowo w waszym kierunku. Przykre? Tak samo, jak dla nas.
Nad wodą plota niesie się szybko i z wielkim echem. Zwykły zjadacz chleba słuchając jak jeden drugiego chce wykręcić, a do tego cieszy go to, nie dodając wam chwały. Niejeden pomyśli, po co to, komu wiedzieć a drugi znajdzie w tym sposób na promocję. Osobiście nasłuchałem się tylu „ciekawostek”, że zastanawiam się, czy to jest nadal karpiowanie, czy karpiowy burdel, gdzie każdy każdego chce tylko dymać.

Znawcy tematu nie muszą się zastanawiać nad tym, co piszę, bo mają to gdzieś, ale zwykły zjadacz chleba konkurujący do miana karpiarza, zamiast kreować sam swoją osobę i cieszyć się tym hobby, nieświadomie staje się trybikiem maszyny brudnej gry. Zamiast bawić się hobby zaczyna sztuczny lans pod dyktando, gdzie każdy jest lepszy od każdego. Młody adept karpiowej sztuki nie nauczy się nigdy, że można otworzyć torbę, aby każdy, kto chce mógł nacieszyć oko tym, co jemu się podoba. Nie. To musi być tajne, trendy i kreowane nie raz na bazie starych sukcesów firmy. Plątanie się między jedną firmą a drugą to dawka zgłupienia. Wybieranie nie idzie w parze z logiką tylko pod dyktando konkursu na fejsie albo chorej dyskusji, którą kończy się nie konstruktywną opinią w tonie … to jest ch…e i tyle. Cieszą się biznesmeni, że osiągnęli sukces, a kto komu wilkiem nad wodą to już mało ich obchodzi. Ważny jest zbyt i wciskanie coraz nowszych „niepotrzebnych” rzeczy, które musimy mieć.

 

Ta radość zawsze ma swój kres. Pojawia się na rynku duży gracz z pomysłem na biznes i zaczyna go wdrażać. Staje ciężko na gruncie i to on zaczyna trząść ziemią pod stopami dotychczasowych tuzów sceny karpiowej. Co wtedy? Strach, niepokój, obawa? Tak – zgadza się. W tym momencie takie odczucia to normalna sprawa. Przecież ktoś chce nam ukraść kawałek tortu. No jak to? Kiedy okazuje się, że to naprawdę wielki kawał tego krążka to wtedy zaczyna się wojna podjazdowa. Oczerniajmy go. Opowiadajmy, że nie da rady. Mówmy tylko źle i nie patrząc, kto na tym ucierpi, byle nasza pozycja była mocna. Jakie śmieszne w tym momencie stają się tzw. fuzje między firmami? Ta nagła chęć współpracy z innymi, chęć dzielenia się, aby tylko utrzymać swój status najlepszego. Długie rozmowy jakby się tu oprzeć naciskowi nowego.

 

Ostryga. Byłem świadkiem “narodzin legendy”. Miałem możliwość u źródła słuchać jak to wszystko będzie wyglądało. Byłem przerażony wizją biznesu, jaką ktoś chce wprowadzić na rynek. Czy mi się to podobało ??? , a czy to ważne ??? Jest i nikt tego nie zmieni, natomiast pozostali muszą zrozumieć jedną rzecz. Znalazł się ktoś, kto pokazał, że nie są wyjątkowi, niepowtarzalni i niezastąpieni. Być może zrozumieją, że współpraca jest lepsza niż wzajemne przepychanki i obrabianie cudzego ogona. Pomału to już widać, a mowa o współpracy nie jest pustym sloganem. To naprawdę da się robić!

Chciałbym wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie tzw. biznesu karpiowego. Jeśli jesteś w tej branży mały i na samym początku popełniałeś kategoryczne błędy, to łatka nieudacznika (bez podtekstów w tym miejscu), pozostanie z Tobą na zawsze.

 

Choć byś nie wiem jak się starał, jak jednał sobie ludzi i jak promował markę, nie uda Ci się uciec od drwin. Nie szukaj winny swoich niepowodzeń u innych. Oni są najmniej winni, a niejednokrotnie nawet negatywną opinią kierują Cię na lepszy tor. Trzeba to zrozumieć, spróbować twardo stanąć na ziemi a problemami obarczać głównie siebie. Wyciąganie z tych błędów poprawnych wniosków jest w dzisiejszych czasach cnotą. Kiedy do tego wszystkiego z czasem przekujesz wszelkie złości w swój sukces to … szacunek przyjdzie w podwójnej dawce.

Na sam koniec taki mały apel. Panie i Panowie karpiarze – szanujmy się wzajemnie, wspierajmy i szanujmy, bo to my jesteśmy tymi, którzy dają zarobić innym na chleb.

Krzysztof “Kron” Jaros