SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

„Skazany na siebie ‘’

Tym razem woda nad którą postanowiłem spędzić kilka dni to zbiornik z mojego dzieciństwa , gdzie obławiałem go ponad 20 lat temu niemalże z każdej strony na spławik. Sporo zmieniło się od tego czasu i różne słuchy o tej wodzie chodzą. Pozwolę sobie nazwać tą wodę „moim dzikusem’’.
Jakiś czas temu dostałem oświecenia, kiedy to pewnego dnia zadzwonił do mnie pewien znajomy i zadał mi pytanie “czy znam tą wodę”?  … hmm
Oczywiście, że znam lecz wstyd się przyznać – zapomniałem o niej !
Trochę ponad 5 tygodni temu w głowie narysował się plan by usiąść właśnie tutaj wraz ze znajomymi, los jednak spłatał figla i  zostałem skazany sam na siebie. Nie należę do osób które się łatwo poddają, więc postanowiłem podołać wyzwaniu i zasiąść praktycznie w lesie sam na sam ze swoimi aspiracjami. Kilka przemyśleń na miejscu po rozłożeniu biwaku, gdzie zaznaczę lekko nie było, bo auto od miejscówki oddalone blisko 50 metrów i plan w głowie jest już ułożony. Jeden zestaw na najbliższe kilka dni będzie leżał właśnie pod zwalonym drzewem a drugim postaram się coś poszukać za dnia na przemian z wcześniej wytypowanym miejscem.
Jesień to pora na grube ryby , tak wszyscy mawiają i ja również żyję w takim przekonaniu więc na jeden z zestawów zakładam moją ulubioną kulkę 24mm SPORT Plus.
Po ciężkiej pracy wreszcie można było zasiąść wygodnie w fotelu i rozkoszować się pierwszymi oznakami jesieni.

Ciszaaaa i spokój, to zdecydowanie to, czego w ostatnim czasie mi brakowało, a wieczorne odgłosy wydobywające się z lasu to jest to co uwielbiam nad wodą o tej porze roku najbardziej. Ktoś kto spotkał się z rykowiskiem wie doskonale o czym mowa. Oba miejsca wytypowane przed wieczorem zasypałem raz jeszcze odrobiną orzecha tygrysiego i  pokrojonymi kulkami o średnicy 20 i 24mm. Wszystko przełamane zapachem słodyczy i śmierdziela. Nie ukrywam, że większość sezonu obławiam wyżej wymienionym smakiem oraz kulką Squidos podwieszoną Pich&Mango. Tym razem było dokładnie tak samo i na pierwszą noc właśnie te smaki powędrowały do wody. Kilka pięknych spławów na wodzie, które doprowadzały do gęsiej skórki na ciele, a w głowie ta myśl, co by było gdyby właśnie ten lub ten drugi widziany przez mnie jak pięknie z ogona wybił się nad powierzchnię wody pojawił się  na moim zestawie? Czy oby na pewno jestem gotowy i wszystko zrobiłem jak należy ? Wydaje się że TAK więc można spokojnie przytulić głowę do poduszki. Nie trwało to zbyt długo i chyba nawet nie zdążyłem dobrze zasnąć kiedy to PIK na prawym kiju postawił mnie na wyprostowane nogi , kolejny pik  i jeszcze jeden i w końcu trzymam kij w ręku i czuję, że na drugim końcu jest godny przeciwnik.
Udaje się rybę bez problemu doholować do brzegu bez użycia pontonu i po krótkiej walce ryba leży już w kołysce. Kurcze jaki jak byłem wtedy szczęśliwy……

Przepiękny lampas! A jego pysk zupełnie bez wcześniejszych śladów kłucia, czy to był któryś z tych co wcześniej widziałem podczas spławu? Być może tak, być może nie jakie to ma teraz znaczenie hehe kurcze udało się przechytrzyć rybę z tej wody, co było dla mnie mega wyzwaniem.
Woda ta jest naprawdę chimeryczna i trudna, a ilość pływających tu okazów jest naprawdę znikoma.
Kolejny dzień , kolejne zmagania ale głupio było by nie skorzystać z owoców natury jakie ma się praktycznie za plecami namiotu. Jak wiemy ten rok jest dość mocno obfity w grzyby, gdzie zresztą na portalach społecznościowych grzyby aż wychodzą z ekranu. Zestawy z rana przewiezione to można się wreszcie przejść 10 metrów w prawo i 10 metrów w lewo od namiotu i uzbierać coś na śniadanie .
Kurcze poezja zebrać grzyby w lesie i móc je od razu skonsumować  (ban -dk)

Zapach unoszący się w koło mojego obozowiska nieziemski, a smak ? Palce lizać.
Nabity optymizmem po wieczornym braniu postanowiłem opływać trochę wodę za dnia i poszukać przy użyciu sondy co ona kryje w sobie. Po blisko 2 godzinach spędzonych na wodzie spływam na brzeg z kolejną  zdobytą  wiedzą dotyczącą dna tego zbiornika. Kolejny wieczór, kolejna noc przynosi 2 brania.
Brania dość specyficzne, wręcz można by powiedzieć, że amurowe ale niestety oba puste, gdzie na jednym zestawie kulki są zgniecione.
Nocna mgła nie ułatwiała mi wywiezienia zestawów ponownie we wcześniej wytypowane miejsca, lecz jak wspomniałem nie lubię się poddawać i po godzinie spędzonej w pontonie można się wreszcie położyć w namiocie.
Kolejny dzień przywitał mnie deszczem, na wodzie totalna cisza i pustka w koło – uwielbiam ten stan gdy jestem sam nad całym zbiornikiem. Jak mówi powiedzenie „po burzy zawsze wychodzi słońce” a z racji tej że lubię zamknąć w puszcze ciekawe ujęcia, więc biorę aparat w dłoń i daję się ponieść danej chwili. Polecam wszystkim w taki sposób zabić swój wolny czas nad wodą bo przecież mamy go mnóstwo – prawda? Ja nie byłbym sobą gdybym nie wykorzystał tej chwili gdzie widać gołym okiem jak jesień wdziera się na brzegi zbiornika.

Leżąc kolejną noc wygodnie w łóżku przeglądam przepiękne osiągnięcia naszych rodaków na WCC.
W Internecie aż wrze a w czołówce tabeli przepiękny kolor biało-czerwony. Ach jak nie wiele zabrakło choć dla mnie jesteście wygrani i tu chciałbym wszystkim punktującym, polskim drużyną pogratulować – kawał dobrej roboty Panowie!
Kolejny raz nadeszło to dziwne uczucie gdy ze snu wybudza mnie pojedynczy pik na centralce, po chwili kolejny i kolejny. Po chwili stoję  już przy wędce i patrzę jak powoli mój swinger na kiju z pod zwalonego drzewa się zaczyna przyklejać do wędki a ze szpuli wydobywa się majestatyczne CYK..CYK.. CYK w końcu podnoszę kij i czuję, że żarty się skończyły. Wiele ryb udało mi się już w życiu wyholować lecz tym razem czułem, że łatwo nie będzie, mozolny hol 2 metry w moją stronę 4 metry w jego i tak przez najbliższe dwie minuty. Czuć dokładnie każde uderzenie, każde szarpnięcie – no właśnie o jedno szarpnięcie za dużo !
Kur.. nie wieżę!
Straciłem tą rybę aaaaaa  aż ryczeć mi się chciało jak zobaczyłem po zwinięciu zestawu urwany przypon. Teraz już wiem gdzie popełniłem błąd aż wstyd się przyznać ale łowiąc na plecionce nie założyłem przyponu strzałowego z żyłki i tu definitywnie dałem ciała. Zdecydowanie zabrakło amortyzacji podczas holu choć zaznaczam nie był on siłowy a pomimo tego tym razem przegrałem.
Podczas całego pobytu wypracowałem 4 brania z czego jestem mega zadowolony , woda pokazała mi swój pazur gdzie przez 2 dni siedziałem bez pika. Czy przegrałem po całości? Ja uważam że NIE.
Byłem tam znów co prawda inaczej to wyszło niż planowaliśmy to ponad 5 tygodni temu ale czuję, że wpadłem w szpony tej wody i będzie trzeba tu spróbować swojego szczęścia ponownie.
Pakując się znalazłem na drzewie wiszący przypon z rozgiętym hakiem co mnie utwierdziło, że one tu są! Dziś kończę tu swoją przygodę lecz jeśli nie w tym roku to w przyszłym ale jedno jest pewne – muszę tu wrócić ! Mam tu coś do załatwienia a w zasadzie sobie do udowodnienia bez błędów jak dzieciak nie ubliżając nikomu .

Chciałem podziękować mojemu wirtualnemu kompanowi tej zasiadki,  bo tak go nazwałem przez telefon podczas kolejnej rozmowy a było ich wiele, który mnie wspierał w chwili gdy tego potrzebowałem , który co wieczór i ranek pytał i CO?
Dzięki Maciej i do zobaczenia niebawem 😉 teraz Twoja kolej!

Pozdrawiam
Piotr Herian – ACTeam