SPOŁECZNOŚĆ

Zamknij
Podstawowe informacje
*
*
Siła hasła
Szczegóły profilu
Upload a profile picture
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Profile społecznościowe

“Szklana Pogoda” – Piotr Herian

Cztery doby na łowisku ‘’Szmaragdowy Staw’’ w trzech Adderowych muszkieterów już za nami, a przebiegało to mniej więcej tak….

Długo planowany wyjazd naszą trójką wreszcie nadszedł. Aura za oknem nas nie rozpieszcza, co nie da się nie zauważyć przez ostatnie dni. Zimno, mokro, wietrznie w dodatku w koło sygnały, że ryba totalnie nie żeruje.
Zbyt wiele oczekiwań tego wyjazdu, by coś poszło nie tak.  Wreszcie nadeszła upragniona środa, czyli dzień wyjazdu, szybki sen po nocce w pracy i pod moim domem pojawia się przed południem Seba. Pakowanie auta w rzeczy najbardziej potrzebne i ruszamy w kierunku Szmaragdu. Na miejscu jesteśmy dość szybko, gdzie od razu zabieramy się za rozkładanie całego majdanu. Przyczepa, namiot przed przyczepą no i wreszcie sprzęt karpiowy.
W między czasie dzwoni Paweł z informacją, że będzie około godziny 15, warunki na łowisku dość ciężkie gdyż wieje mocny wiatr do tego mamy przelotne opady.
Wreszcie chwilę po godzinie 15, pierwsze moje zestawy powędrowały do wody.

Jak zawsze w wolnej chwili chwytam za aparat i pstrykam kilka fotek rejestrując to i owo nad wodą. Spacerując po brzegu z aparatem za plecami słyszę nadjeżdżające auto. Tak jak myślałem dojechał Paweł.
Szybka piona i nasz kolega teamowy zabrał się za rozkładanie swojego sprzętu. Przy takim mocnym wietrze pomogłem mu rozłożyć namiot, a następnie poszedłem podejrzeć jak radzi sobie Seba.
Nie wspomniałem na początku, że razem z Sebą usiedliśmy na jednym stanowisku, a o tym kto będzie obławiał prawą a kto lewą stronę tej miejscówki zadecydowała rzucona moneta. Mi udało się wylosować prawą stronę, czyli skrajną część łowiska z linią brzegową. Sebastian jak widać  w trakcie wywożenia po wcześniejszym sondowaniu miejscówki .

Wreszcie mamy rozkładanie gratów już wszyscy za sobą i można spokojnie zasiąść przy stole, aby podsumować nasz sezon przy delikatnej degustacji swojskich trunków.
Paweł jest częstym bywalcem na tej wodzie i tradycyjnie usiadł na stanowisku 8 graniczącym z naszym. Kilka górek, dołków wysondowanych na tym stanowisku ma zapisane na GPS, co stanowczo przyśpieszyło mu wywózkę zestawów. Nasze mocne debaty, no może nie tak mocne jak te ostatnie przedwyborcze, które przerwał dźwięk Pawła centralki . Ha! i tym razem to nie był wiatr, a konkretny odjazd  Hurra! Coś się zaczyna dziać-pomyślałem, więc poleciałem z myślą, że może będzie mu trzeba pomóc. Piękny hol silnej ryby , a kto był ten wie 😉  Po kilku minutach zakończony sukcesem i karpiszon ląduje w podbieraku .
Kilka gram powyżej 15kg, ale za to jaki piękny golec.

Praktycznie wszyscy w trzech zasypaliśmy miejscówki szybko pracującym peletem oraz kulkami AMOK z serii Suprime. Dodatkowo na każdy wywożony zestaw garść kulek w tym samym smaku, jakie zakładaliśmy na włos. Jesień kochana, jesień i te długie wieczory potrafią być czasem naprawdę męczące 😛 Pełni nadziei udaliśmy się spać co się okazało nie do końca takie proste, bo pierwsza nocka okazała się być bezlitosna i w nocy odnotowuję 2 brania, co udało się zakończyć sukcesem na macie.

Kolejny dzień przywitał nas nieco łaskawiej, bo wreszcie od kilku dni wiejący mocno wiatr lekko ustał, a chmury na niebie zaczynają przebłyskiwać delikatne promienie słoneczne.
Przewożenie kolejno zestawów, powieszenie nowych kulek na włos i ostanie poprawki na podzie  i można ponownie spokojnie usiąść oraz delektować się chwilą ciszy, a także spokojną taflą wody.
Skoro nocka dała 2 ryby być może coś się będzie działo i w dzień?
Takie przemyślenia i ponownie na włosie ląduje SPORT plus, podwieszony małym popkiem.

Jak wspomniałem, wiatr wreszcie ustał lecz na niebie zaczynają się pojawiać w oddali ciemne chmurzyska.  Ehhh… Ta kapryśna pogoda… Niby czekam cały sezon na tą upragnioną jesień. Jak to mawiają: ‘’Najlepsza pora na konia, najlepsza pora na kabana’’, ale czy to jest najważniejsze w tym wszystkim? Chwila oddechu od codziennego biegu oraz każda ryba o tej porze roku cieszy jak zawsze i tego się będę trzymał. Bardzo chciałem, by w końcu i Seba odnotował jakieś branie, co byłoby już w 100% pełnym sukcesem tej zasiadki. Nie trzeba było czekać długo i wreszcie zabrzmiała i jego centralka, a szybka była jego rekcja, bo nawet nie wiem kiedy znalazł się przy kiju. Jest! pomyślałem sobie teraz-już będzie tylko lepiej , choć brak reakcji drugiej strony. Z niepokojem przyglądam się wędce obserwując jej szczytówkę i pytam: jest coś?
Odpowiedź pada niby jest ale to nie karp, tak też się okazało po chwili na końcu zwijanego zestawu wisiała prawie kilogramowa płoć. No cóż nie ma się co poddawać i zestaw po chwili ponownie ląduje w wodzie.
Na zdjęciu niżej można zauważyć ostatnie słońce jakie towarzyszyło nam do końca tego spotkania.

Reszta dnia oraz wieczór przebiegła bardzo spokojnie, choć od czasu do czasu w oddali słychać było jakiś spław, lecz i to ucichło w raz z nadchodzącą przedostatnią nocą. U Pawła cisza, u Seby cisza i u mnie jak nie brały w dzień tak teraz przestały całkiem 😀 Ostatnia wywózka przed spaniem, donęcone miejscówki i pozostaje tylko cierpliwie czekać . Paweł zaszył się w swoim namiocie, więc udaliśmy się z Sebą do przyczepy na jakiś seans filmowy. Ostania noc dała mi ryby około 1 w nocy i o 7 nad ranem, a co przyniesie ta nocka ? Okazuje się że jak w zegarku ponownie około 1 w nocy słyszymy dźwięk mojej centralki , która postanowiła przerwać nam nasz seans. Szybka i sprawnie przeprowadzona akcja podbierania oraz fotka i ryba wraca do wody, a my w ciepłe śpiwory gdzie postanawiamy odpuścić film i udać się spać . Taaaa, spać ledwo zamykam oczy, a kolejna dioda mojej centralki zapala się wraz dźwiękiem ‘’PIIIIIIIIIiiiiiiii’’. Tak dokładnie kolejna noc znowu dała tylko mi 2 ryby a koledzy o kiju.

Zaczyna być ciasno, przed nami ostatnia doba, nastroje jeszcze dopisują lecz powoli widzę niesmak kolegów, lecz co ja mogę poradzić.  Mają dokładnie te same ZŁOTE kulki co ja , widocznie trochę mniej szczęścia od tego co mi dopisywało. Kurcze, dziwnie zaczynałem się czuć, że siedzimy z Sebą razem na stanowisku, a on bez ryby na brzegu. Jadąc nad wodę sam sobie krakał, że to pierwszy wyjazd, więc będzie frycowe  i chyba sobie wykrakał. Ostatni dzionek przebiega podobnie jak poprzednie z tym, że dziś nie dzieje się w wodzie kompletnie nic. Już nawet spławów nie widać. Temperatura powietrza poniżej 10 stopni, a nockę zapowiadają dość chłodną . Temperatura wody na dnie około 14 – 15 stopni , przy powierzchni  około 10,  grrrrrrrrrr… Przecież powinny gryźć, a tu CISZA.
Wspólna kawa z chłopakami oraz kilka wymienionych zdań, co do planów na kolejny sezon i zostawiamy Pawła na stanowisku gdyż mają do niego dojechać goście. Widać było z godziny na godzinę,  że wizyta gości udana a ja zabieram się za ostatnią wywózkę zestawów przed nocą. Jakoś mi przeszło przez myśl, że to już koniec i raczej nic się tej nocy  nie wydarzy. Oczywiście… Seba mówi ale że owszem u niego.
Prorok chyba, bo kolejna noc dała mi aż 3 brania lecz bez happy endu . Kurcze jedno branie po podniesieniu kija kończy się zaczepem  i ryba spada , odkładam kij oraz zerkam na Sebę który stał w gotowości, by chwytać za podbierak, lecz w tym momencie kolejna potężna rolka na moim kiju. Hmmmm, łapię kij w rękę, przekręcam korbką dwa razy lecz brak oznak ryby na końcu zestawu.  Szybka wózka 2 kijów i lecimy spać. Standardowo około 7 nad ranem pobudka i kolejne branie , które zaś kończy się tym że zwijam goły zestaw.  Dzień zwijki, dzień który kochamy najbardziej, a zwłaszcza gdy leje od rana i nie ma zamiaru przestać. Mokrzy , zmarznięci kończymy tę przygodę , jedni z uśmiechem inni jak by im ktoś świnie podłożył i tak im zostało 😀

W moim przypadku została mi jeszcze w tym roku jedna  zasiadka – kończąca ten sezon z kolegami z TCN.
Reszcie napaleńcom życzę powodzenia i do zobaczenia nad wodą.

Piotr Herian ACTeam