SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

To ci knedle

Mieszkanie prawie przy południowej granicy w moim przypadku ma wiele zalet i znikomą ilość wad. Do moich ulubionych wyrobisk pożwirowych mam rzut beretem a niewiele dalej na kilka czeskich łowisk karpiowych. Bodajże w 2005 roku tak konkretnie wybrałem się z zaprzyjaźnionym Czechem właśnie na taką małą, kameralną wodę. Nie ma, co opisywać, kto co zabrał i na co łowił, ale warto wspomnieć jak łowił.
Nad wodą dowiedziałem się a w zasadzie ciężko przekonałem, że mój

styl łowienia sporo różni się od czeskiego. Mój ciężki i gruby sprzęt, kije, haki, plecionki przyponowe były krótko mówiąc dwa razy większe i cięższe od tego, czym dysponował Milan.

Nasze narodowe karpiowanie w ich ocenie to „kowalstwo pokazowe” nad wodą a w ich wykonaniu to głaskanie karpia piórkiem. Hmmm – z czasem doszedłem do wniosku, że ma rację, tylko, dlaczego. Czesi w dużej części roku nie mają możliwości łowienia w nocy. Obowiązuje ich zakaz i na wodach ogólnie dostępnych (svazowe to odpowiednik naszych PZW) mają z tym problem. Wypracowali techniki lżejsze, delikatniejsze i krótko mówiąc w przynętach najczęściej stosują minimalizm. Nasączany preparowany ryż, tzw. pływający chlebek czy mikrokulki to podstawowe sposoby na przechytrzenie sprytnych karpii.
Akcesoria przyponowe to nie jak u nas min. 25lb plecionka w otulinie a popularna siedmio kilowa miękka pletka. Sam przypon krótki zaś włos w zależności jak skubią ryby taką ma długość. Przypon krótki, można powiedzieć taki jak do metody. Moje kule w rozmiarze 18-20mm to uśmiech na twarzy Milana a już pellet na włosie to dokładne rozbawienie. Mówił … Krisztofe to je do “życi “– tak to było do dupy. Karpie długo omijały moje zestawy, które obsypałem granulatem, kulami i kukurydzą. On też nęcił tylko, że śrutą kukurydzianą z chlebem zalaną albo olejem albo boosterkiem a do tego na włosie, rohlikowe boilie albo dwa ziarnka kukurydzy.

U mnie kilka brań i jedna ryba u niego kilka brań i tyleż samo ryb na macie.

U mnie zmiany aromatów, a u niego kolor kukurydzy. Wpędzał mnie pomału Czech w kompleksy, ale z drugiej strony uczył nowego … stylu? Dziś powiem tak – od Milana nauczyłem się prostoty, która i u nas w Polsce nie raz uratowała mi tyłek, aby nie wrócić do domu o kiju. Czech uświadomił mnie i do dzisiaj tego się trzymam, że te największe najczęściej biorą na te najmniejsze przynęty. Nie neguję nikogo, kto nadal zakłada kule 20-24mm, bo tego wymagać może np. specyfika akwenu jak choćby nasz ER gdzie chcemy eliminować brania szczupłego leszcza. Ale od czasu poznania Milana i wspólnego łowienia wiem, że moje największe karpie łowię na okrojone kulki albo ziarna kukurydzy podbite pianką. Przestałem też całkowicie stosować duże kule do nęcenia a te, które mam aktualnie najczęściej kroję. Wiem, że przyłów leszcza zdarza się częściej, ale delikatny zestaw z boku z mini kulką dawał mi duże ryby.
Biorąc pod uwagę to, że Czesi łowią od nas delikatniej, posiadają więcej wędek z krzywą ugięcia do 3lb to muszę stwierdzić, że są też lepszymi kombinatorami. Ich wyobraźnia sięga troszkę dalej jak poza ramy reklamowanego produktu. Szybciej ogarniają temat czytania wody i lepiej typują na starcie dobór przynęty.

Żeby nie było, że to jakiś pochwalny pean na ich cześć nadmienię, że i oni się u nas uczą wielu rzeczy. Przyjeżdżają na nasze łowiska chcąc łowić nocą a te noce troszkę weryfikują ich umiejętności. Te hole nie są już tak swobodne i pewne. Ich sprzęt na nasze połowy także staje się cięższy i grubszy.
Na koniec mała rada. Czesi, którzy często goszczą na naszych zawodach to karpiarze, z którymi trzeba się liczyć. Oni zawsze są wstanie namieszać z wynikami a już w końcowej klasyfikacji na pewno. Ważne, aby nie przesadzić z ich gościnnością i ich śliwowicą w czasie integracji.

Oni mimo to potrafią wstać do brania i ponownie zarzucić.