SPOŁECZNOŚĆ

Zamknij
Podstawowe informacje
*
*
Siła hasła
Szczegóły profilu
Upload a profile picture
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Upload photo
Take Photo
Profile społecznościowe

„Wandzińska lokomotywa „

                  Jest chwila, jest moment, jest decyzja….. jadę ! Wydaje się, że wszystko gra, żona nie protestuje, obowiązki w pracy ogarnięte, pogoda ….a czort z pogodą, ona jest zawsze dobra na ryby, więc na co czekać…. wyruszam. Miejsce –woda PZW, która w poprzednim sezonie dała mi piękną rybę, niespełna godzinka drogi i będę na miejscu. Pierwszy ERROR, na kilkadziesiąt metrów od zjazdu nad jezioro drogowcy zwinęli asfalt!?

Co robić? Nie uśmiecha mi się nosić gratów 300 metrów, więc nawrotka i szybka decyzja o zmianie wody. Kurs na leśne jezioro znane w pomorskim światku karpiowym. Docieram zastanawiając się w jakim stanie po zimie jest droga dojazdowa. No i wykrakałem – droga w stanie fatalnym, a zapowiadane opady zakończą się jak nic wizytą we wsi w celu znalezienia jakiegoś ciągnika – nie dzięki, już to przerabiałem, szkoda nerwów i auta. Nawrotka nr dwa – chwila zastanowienia i nie pozostaje nic innego jak zacząć dzwonić. Po trzech telefonach na pobliskie kaszubskie komercje, słyszę  tą samą odpowiedź –  „sorry Adam, ale wszystko zajęte”. Ogarnia mnie lekka frustracja, a miałem taki plan. Dzwonię do znajomego z Człuchowa, czy może sprawdzić jak jest na Wandzinku – kawał drogi, ale jestem na musiku. Po kilkunastu minutach czekania na leśnym parkingu, dostaję telefon, że łowisko jest zamknięte ;-/@k..waxz%* j…na;-( …. Rozmowa się przeciąga i w drodze wyjątku, poniekąd po lekkiej protekcji, dostaję zgodę na 2 doby wędkowania.

                Długą drogę rekompensują widoki wody i ta jej małokomercyjna dzikość. Nad wodą jestem sam, rozbijam biwak na st 11, które uznawane jest za jedno z ciekawszych, lecz dla mnie totalnie nieznane. Wybieram dwie miejscówki – jedną u wejścia do zatoki, którą obsypuję Prawdziwym Donaldem i mieszanką ziaren, drugą miejscówkę na środku wody o głębokości 2,2m nęcę Squidosem 18 mm mieszanką pelletów 20 mm truskawka-ryba i halibut oraz standardowo ziarnami. Na włosach lądują analogicznie bałwanek z prawdziwego Donalda oraz 2x tonący squidos.

       Wszystko na miejscu… Zestawy w wodzie, ja z piwkiem na wyrku czekając na pierwsze branie. Tu muszę nadmienić, że mam siebie za karpiarza w typie „nocny marek, bo 99% brań i ryb mam z nocy, więc nie spodziewałem się, że już po 40 minutach poderwę się z łóżka na dźwięk sygnalizatora. Pewny hol i ładna 13-nasteczka ląduje w podbieraku…. Sesja i wywózka towaru oraz zestawów w to samo miejsce.

                 Odwiedza mnie gospodarz łowiska Maciej, chwilę rozmawiamy o rybach, przynętach i innych pierdołach. Na odchodne Maciek rzuca, że dziś połapię, bo towar dobry i miejscówki wytypowałem prawidłowo. Powoli zapada zmrok, a ja pakuję się do śpiwora gotowy na kolejną porcję newsów z fb. Nie tym razem, zaliczam kolejne branie. Sygnalizator wyje, a linka wysnuwa się z kołowrotka w sprinterskim tempie. Nie zacinam, a delikatnie podnoszę kij zrzucając wolny bieg w moim młynku. Ryba tylko nieznacznie zwalnia, wywlekając kolejne metry żyłki. Walka trwa ponad 40 minut i nie z powodu zaczepów. Mozolna praca nad rybą, a właściwie momentami ona pracuje, aby mnie zmęczyć. Komary mają uciechę, ale nic mnie to nie rusza, za to odczuwam zakwaszenie mięśni i po raz pierwszy w życiu skurcze dłoni powodowane zmęczeniem. Kilka odjazdów z pod brzegu na środek wody, niezliczone młynki i wywrotki, aby pozbyć się haka nie pomagają… ”Wandzińska lokomotywa” ląduje w podbieraku, a ja czuję się prawdziwym zwycięzcą tej epickiej bitwy. Miałem w swojej przygodzie z karpiami kilka większych ryb, mam większe PB niż ten okaz, ale takiej walki nigdy nie przeżyłem.

                      Dzwonię do Macieja, który niezwłocznie przyjeżdża pomóc mi przy wadze i w sesji zdjęciowej. “Pełnoletnia” – równiutko jak w dniu imprezy urodzinowej. Do rekordu łowiska zabrakło 500 g – Waga zatrzymuje się zbyt szybko. Za szybko pobrała zestaw… Miała jeszcze pojeść trochę towaru, a tak z rekordu nici ;-). Zasypiam dobrze po północy szczęśliwy i spełniony. Do rana cisza, a wraz z poranną herbatą ładna „dyszka„ z płytkiej miejscówki przy zatoce. Tradycji musi stać się zadość – Prawdziwy Donald też łowi.

Hitem zasiadki okazał się podwójny Squidos 18 mm, który robi kolejne brania. W sumie mam 6 brań i 5 ryb na macie. Łódeczka od „la boata” kursuje po wodzie tam i z powrotem, wywożąc kolejne porcje zanęty.

Mamy środek sezonu, ryba już odpoczęła po tarle – jestem więc spokojny, że nie przenęcę. Efektem są mniejsze, ale niemałej urody okazy z tego jeziora.

                      Planować fajna sprawa i jak najbardziej wskazana, lecz czasami Pan Bóg się śmieje i rzuca nas wedle własnych upodobań na ścieżki, których byśmy nie wybrali. Tym razem rzucił mnie nad jezioro Wandzińskie, po drodze zwijając asfalt, zrywając leśne szlaki i zapełniając kolejne znane mi łowiska karpiowe. Widocznie tak miało być, abym mógł przeżyć przygodę z “Wandzińska lokomotywą”

Z karpiowym pozdrowieniem
Adam Chetkowski ACTeam