SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

Zasiadka na Bobolicach

Na imię mam Tymek, mam 12 . W tym artykule chciałbym przedstawić moją najlepszą przygodę z tych wakacji. Łowie karpie od siedmiu lat.  Pierwsze maje wypady były razem z tatą nad jezioro Tuszynek. Moja wakacyjna przygoda zaczęła się 14 sierpnia. Tego dnia z tatą oraz kolegą Szymonem pojechaliśmy na zasiadkę karpiową na łowisko Bobolice w województwie kujawsko-pomorskim. Około 4.30 nad ranem tata mnie obudził, a o 5 pod mój dom podjechał Szymon z jego tatą Sławkiem. Wszystkie jego rzeczy zapakowaliśmy do przyczepki wypełniając ją pod sam dach. Droga trwała około 3 godzin. O siódmej stanęliśmy na stacji benzynowej na szybkiego hot-doga. Po szybkim zjedzeniu z dobrym nastawieniem pojechaliśmy dalej.

Łowisko, na którym zawitaliśmy na około 7,5h. na tym jeziorze znajduje się około 20 stanowisk. Od strony północnej rośnie trawa i stoi altanka-grzyb. Po stronie zachodniej i południowej rośnie dużo krzaków oraz trzcin, natomiast od strony wschodniej rośnie dużo starych drzew. Na miejscu byliśmy około 9. Przywitał nas na miejscu deszcz, który padał dobre 40 min. W tym czasie schowaliśmy się pod altanką i zaczęliśmy rozwijać wędki. Po rozpogodzeniu się rozłożyłem poda i zacząłem mieszać zanętę. W skład jej wchodziły: kukurydza, pszenica, rzepak, liquid oraz kulki kukurydziane i trochę śmierdzących. Szymona wędki wywieźliśmy łódeczką zdalnie sterowaną, a następnie moje. Gdy ja z Szymkiem wywoziliśmy zestawy tata robił drugie śniadanie. Na sam koniec rozwinęliśmy namioty i zorganizowaliśmy obozowisko na najbliższe dwie doby.

Podczas śniadania Szymon złowił pierwszego karpia, który ważył około 6kg. Szymona ryby brały na orzeszka ziemnego z krylem, ja natomiast miałem założoną kulkę rybna również z orzeszkiem. Ryby pięknie żerowały. Drugiego dnia po obiedzie postanowiliśmy dokupić sobie pozwolenie na dodatkowe wędki, aby móc pobawić się fedeerami. Ja łowiłem na swojego fedeera, a Szymek pożyczył od mojego taty wędkę. Nagle nastąpiło branie na karpiówkę, a fedeery zostawiliśmy w wodzie. Jakie było nasze zdziwienie jak się okazało, że Szymona wędki nie było – jakiś karp musiał wciągnąć ją do wody hehehehhe….

Pierwszego dnia obok nas usiadł Pan ze swoją żoną. Bardzo dużo spombował i było dosyć głośno. Gdy pojechali wziąłem jedną z moich wędek i wywiozłem w miejsce gdzie nęcił. Opłaciło się, ponieważ po godzince złowiłem pięknego karpia. Drugiego dnia zjechało się bardzo dużo ludzi, że praktycznie wszystkie stanowiska były zajęte. Ostatniego dnia zasiadki wstałem rano patrzę na jezioro i nagle obudził się sygnalizator. Wtedy to wyciągnąłem potwora 12kg, jednocześnie bijąc swój rekord życiowy J. Podczas tej zasiadki ja złowiłem 12 karpi Szymon 15 a tata, który łowił tylko w nocy 8 karpi.

Wracając do domu pomimo zmęczenia oraz bolących rąk rozmawialiśmy o tej pięknej przygodzie. Na pewno za rok tam wrócimy.

Pozdrawiam Tymek Osiak