SPOŁECZNOŚĆ

[userpro template=register]

ZIG o’RIG’ht (zig na dobrze)

Wiele razy jedziemy nad wodę z ułożonym planem jak będziemy łowić.
Jak to w życiu bywa woda pisze inny scenariusz i po pierwszej nocy bez kontaktu z rybami zestaw gruntowy trzeba zmienić na coś hmmmmmmm – co tutaj odnosi skutek.
Widać karpie na 120, 150m, które bardzo często się spławiają. Plan jest taki – jedna wędka będzie przerobiona na zestaw ZIG RIG. Co prawda nigdy tak nie łowiłem, ale zakładałem, że się złamię i miałem potrzebne elementy do budowy zestawu oraz niezbędną frakcję „lotną” w postaci zanęt VBG.

Zestaw wyglądał naprawdę jak dla mnie bardzo delikatnie. Przypon 10lb haczyk rozmiar 8. OMG……….

Zestaw wywieziony na 130m, zanęta z komory i na pierwsze branie czekam 40 minut.
Jedno krótkie pi,  hanger delikatnie się podnosi i jest !!!!!
Jest pierwsza ryba zasiadki –  niewielki złoty karpik.
Nie jest źle, coś się zaczyna dziać. Szybka wywózka z porcją VBG i za jakiś czas i kolejny ląduje macie tym – razem nieco większy.

Myślę nie taki diabeł straszny jak go malują, coraz sprawniej idzie ogarnianie nowej techniki łowienia, co mnie cieszy. Nocą wszystkie zestawy są posyłane na dno ale nie przynoszą brania karpi. Po ogarnięciu porannych czynności znowu leci do wody ZIG RIG i co jakiś czas przewożę zestaw i zanęcam miejscówkę.


Woda czasami zamiera nie ma żadnych oznak bytności karpi, ale i tak co jakiś czas zmieniam miejsce położenia zestawu. Mija jakiś czas i mam kolejne piknięcie sygnalizatora. Hanger podskakuje oznacza to jedno branie. Wędka w górę, ale nic nie czuję – myślę lipa, skręcam żyłkę na kołowrotku i po jakimś czasie stop.
Zaczep ??? ale po chwili jest odjazd na kołowrotku i się zaczyna 🙂 Nogi jak z waty wiem, że to zawodnik wagi ciężkiej, tylko bez paniki mam czas, udaje się podciągnąć kilka metrów do brzegu przeciwnika.
Niestety karp z powrotem wyciąga żyłkę i walka zaczyna się od początku. Trwa to jakiś czas – wydaje się, że wieczność. Czuję, że ryba zaczyna się bardzo powoli poddawać. Mimo wszystko do komfortu daleko, gdy zdajesz sobie sprawę, że wisi na żyłce 10lb oraz haku nr 8. Tak jak często lubiłem odjazdy tak chyba pierwszy raz modliłem się by to ponownie nie nastąpiło.
Po jakimś czasie jest w końcu w podbieraku, udało się jestem mega szczęśliwy, chyba sobie nawet krzyknąłem. Kilka głębokich wdechów i ważenie – będzie wiaderko z wodą na głowę.

Parę fotek i na koniec całusek dla pięknego karpia. Jestem spełniony i zadowolony z siebie, że nowa technika łowienia pozwoliła mi złowić tak piękną rybę – jest WSPANIALE.

Pozostały dwie doby. Wracam do łowienia ale statystycznie cisza – więc oczekujemy poranka. Noc……………..


Kolejnego poranka przewożę zestaw nęcę i czekam zmieniając głębokość pianki. Zaczynam od głębokość 3 metrów i co jakiś czas wypuszczam ją bliżej powierzchni i tak parę razy na godzinę. W między czasie kawka śniadanie, i ……………nagle piiiiiiiiiii rolka, jedzie wędka w górę i właśnie wiem, że będzie niezła zabawa. Cały czas pamiętam o grubości linki i wielkości haka. Serducho wali jak u młodego……. masakra. Ryba wie co ma robić nie daje się łatwo pokonać, czas się dłuży, nogi znowu z waty byle nie zrobić jakiegoś błędu.

Przyszedł mój sąsiad Marcin by podebrać rybę, troszkę czasu to trwało pojawił się jeszcze Patryk uwiecznił końcową fazę holu na filmie. Słyszę, że to będzie znowu koń – ryba ląduje w podbieraku. Patryk mówi, że będzie wiaderko wody na głowę hi hi hi myślę ok., byle nie przesadzić z nowym Pb – fajnie jest ustanawiać nowe rekordy. Odbieram gratulacje od chłopaków cieszę się że jest kolejna piękny Pobiedziski karp.


Ważymy i nie wierzę mam nowe Pb pobite o całe 100 gram – będzie lanie na głowę. Wspaniale 🙂
Wspaniałe jest to, że w końcu mam swoje 2 ryby 20+. Jakkolwiek by było gdzieś w tyle głowy ten wynik siedzi – siedział 😉 

Kolejna sesja zdjęciowa buziak i nowy mój rekord wraca do wody. Została jeszcze 1 doba łowienia, ale widać, że aktywność ryb bardzo spadła, w nocy mam jeszcze jedno branie i udało się wyholować amura po bardzo trudnym holu ląduje w podbieraku ale nie chciałem już go męczyć – parę fotek w kołysce i wraca do wody.


Po tej rybce nastąpiła cisza nie miałem więcej brań czas wracać do domu.

Chciałem podziękować Bartoszowi Rejnowskiemu, za odstąpienie swojej rezerwacji na tym pięknym łowisku, na którym nie byłem ponad 10 lat. Nowa metoda łowienia hmmmm – czasami nie ma wyjścia, ale z oceną czy to pokocham się wstrzymam.

Pozdrawiam
ACTeam
ADDERCARP
Kornel Stróżykiewicz